środa, 14 października 2015

"Korytarz" Rozdział 27

Przyznam się, że strasznie zaniedbałam bloga... Czego już się pewnie domyśliliście. Ostatnio nie dość, że starałam się nawiązać nowe przyjaźnie (właśnie poszłam do gimnazjum) to jeszcze kompletnie brakło mi weny :( . Mam nadzieję, że teraz już wrócimy do "normalności" i postaram się wpisywać kolejne rozdziały o wiele częściej. A więc zaczynajmy...


       Zostawcie nas samych - ledwo Go słyszę. Zawrotom głowy towarzyszy straszliwy jej ból. Nagle reszta wychodzi.Dlaczego? Naprawdę muszę się nad tym zastanowić... Teraz każdy mój i Luisa ruch jest jakby w zwolnionym tempie. Luis prosi mnie, żebym usiadła, więc to robię. Dlaczego nie? Może przynajmniej zawroty głowy ustaną?
- Już dobrze?
Coś mi mówi, że nie, ale nie wiem o co chodzi więc pytam. Tak naprawdę to dobrze się czuję. Nie pamiętam, żeby było mi ostatnio źle... Przecież jestem tutaj na badaniach- pomagam światu. Nie prawda? Poznałam Angelę, Madi i Luisa.
- Czuję się wspaniale, coś się stało?
- Nie, wszystko w porządku.
- Tylko czuję się jak na karuzeli- szybko dodaję.
- Dobrze to może zacznijmy od...
- Ty też?- Przerywam mu.- To przez te magiczne krzesła?
- Co?
- Czy to prawda, że niedługo przejadę się na kucyku?
- Co?!
- No tak mi powiedziała...
- Kto?
Zaraz zaraz, kto to był? A! Już pamiętam.
- No wiesz... ta druga ja...
- Dobra, nie ważne ta jak mówiłem zacznijmy od...
- Nie mogę przestać myśleć to tych liściach!- Znowu mu przerywam.- One były takie zielone... i żółte? A może czerwone. Nie pamiętam, ale były śliczne! Tak pięknie się układały w bukiet. Takie morze kwiatów!
- Cholera! Przestań! Będę musiał poczekać, aż znormalniejesz.
- Coś ze mną nie tak?
- Twój stres, zdenerwowanie i zawiedzenie źle wpłynęło na środki... tę dawkę czekolady, tę którą ci dałem. Nie pamiętasz?
- Nie... Czekaj! Pamiętam! Lubię czekoladę!- Muszę Go spytać czy jeszcze jej trochę ma! Czekolada jest taka czekoladowa...
- Masz jeszcze?- Nie wytrzymuję. Dlaczego miałabym nie spytać? Jest szansa, że dostanę. Fajnie by było.
- E... Może coś tam mam- odpowiada i otwiera małą szufladę. Potem wyciąga pół tabliczki czekolady.- Widzisz? Znalazł się kawałek. Częstuj się.
Łamię kawałek i z uśmiechem na twarzy go zjadam.
- Pyszna!
- Wiem, moja malinowa.
- Tez ją Lubię, lecz moją ulubioną jest ta z jogurtem i płatkami- opowiadam.
- Ją również lubię.
- Ja po prostu kocham czekoladę!
- I podobno też lody o smaku mango?
- Oczywiście!- A jakby inaczej!
- Możemy już porozmawiać?
- Ale o czym? Nie rozmawiamy?
- O eksperymencie.
- Jakim? Z czekoladą?
- Masz tu jeszcze kawałeczek. Zaraz wrócę, a ty jedz.
- Czyli nie? O! dzięki! Papa!- Macham mu dłonią.
- Cześć - odpowiada, a potem zamyka za sobą drzwi.
Zjadam trochę więcej czekolady niż powinnam.
      Przyglądam się biurku. Panuje na nim okropny bałagan. Chyba tylko lampka stoi prosto. Po prawej leży stos zapisanych i pustych, małych oz dużych kartek. Zaraz obok nich leżą porozrzucane i pootwierane zeszyty. Wszędzie leżą ołówki oraz długopisy. Jakieś karteczki samoprzylepne walają się po powierzchni biurka. Czekam na Luisa oglądając jeden ze ślicznych długopisów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz