środa, 2 września 2015

"Korytarz" Rozdział 23

         Otwieram jeszcze zaspane oczy. Nade mną stoi Madi.
- Kate, wstawaj, bo Angela się obudzi. A wtedy my musimy być już przygotowane, żeby złożyć jej życzenia urodzinowe- szepcze do mnie. Wstaję i szybko, bezszelestnie się ubieram. To trudne zadanie, ale daję rade. Oczywiście zakładam też naszyjnik, który dostałam wczoraj. Na dole już czeka Luis, który przyniósł tort stojący na stole w kuchni. Tak ślicznie się ubrał! Teraz stoi i patrzy na mnie jak zaklęty, ubrany w jeansy i koszule w kratę. Postanawiam do niego podejść, lecz on robi to pierwszy. Sięga w stronę kieszeni, wyjmuje śliczną, zrobioną z fioletowo- pomarańczowych kamyczków bransoletkę. Pokazuje mi ją.
- Myślisz, że jej się spodoba?- Pyta mnie.
- Tak, na sto procent- uśmiecham się, a on odwzajemnia uśmiech.
- Cudnie wyglądasz.
- Dziękuje. Kiedy zaczynamy?- Pytanie kieruję do Madi, która patrzy na mnie rozzłoszczonym wzrokiem. Wzruszam ramionami gdy nagle przypominam sobie jej wczorajsze wieczorne wykłady na temat dnia dzisiejszego. Oczywiście przekazywała mi je w siłowni pod pretekstem wieczornych ćwiczeń. Robię rozjaśnioną minę świadczącą  o tym, że już sobie wszystko przypomniałam. Madison kiwa powoli głową. -W takim razie która godzina?
- A o której miałam Cię obudzić?- Teraz już wiem, że nie powinnam o to pytać. Już otwieram usta, by odpowiedzieć na zadane mi wcześniej pytanie, ale Madi mi na to nie pozwala.- O ósmej. A więc teraz jest dwadzieścia minut po ów godzinie. Nieprawdaż?
- Prawdaż, prawdaż. Jak ja nie lubie jak zaczynasz gadać językiem z dwudziestego wieku- Przerywam i się uśmiecham. Odpowiada mi tym samym. Spoglądam na pękającego ze śmiechu Luisa.- To budzimy ją za dziesięć minut?
- Dokładnie- potwierdza głównodowodząca.- Luis zapalisz świeczki za osiem minut, Ty Kate idź i pilnuj Angeli.
- Robi się!- Salutuję i maszeruje po schodach do sypialni. Angela nadal śpi.
Słyszę trzy dźwięki. Każdy wyższy od ostatniego- to sygnał, że mam zejść na dół.
- Kate, zaczynamy. Luis, bierz tort. Idziemy na górę!
Wchodzimy w miarę cicho, by nie obudzić jubilatki zbyt szybko. Madi patrzy na mnie i kiwa głową wskazując Angelę. Powoli wyciągam rękę w jej stronę, a potem delikatnie poruszam ramieniem.
- Mamo, daj mi jeszcze spać!-Mamrocze. Potrząsam nieco mocniej, ale na tyle delikatnie by obudziła się powoli. Powoli otwiera oczy i z zaciekawieniem się nam przygląda- Zaraz, zaraz... Ty... Znaczy Wy nie jesteście moją mamą...
- No nie, ale coś dla Ciebie mamy kochana- staram się uratować sytuację. Sama tak miałam kilka razy. Śnią Ci się rodzice, budzisz się i masz wrażenie, że przy Tobie są. Niestety nie... To niemożliwe. Takie sytuacje najczęściej kończą się łzami wiec może tort odwróci jej uwagę.-Wszystkiego najlepszego! Zdrówka, szczęścia i dobrego żarcia!- W tym momencie się nad nią pochylam.- I więcej Cedrika...- Wracam na swoje miejsce.- No! Już! Wstawaj z tego wyra! Czekamy na Ciebie.
Wstaje i do nas podchodzi- nadal będąc w piżamie. Staje przy ogromnym, białym z pomarańczowymi i żółtymi kuleczkami o smaku pomarańczy i cytryny torcie. Zamyka oczy, chwileczkę się zastanawia nad życzeniem, a potem zdmuchuje świeczki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz