Takie szybkie ogłoszenia parafialne. Wiem, że miałam wpisać przed wczoraj, ale leciał pani od matematyki bardzo dużo nam zadała :-( robiłam to niestety dwa dni wiec niestety wpisuję dopiero teraz. Przepraszam jeszcze raz, ponieważ dzisiaj dopiero weszłam na bloga i zobaczyłam, że strasznie dużo Was wczoraj i przedwczoraj weszło <3 łącznie ok 40 osób. Dobra, a teraz korytarz ;-)
W głowie mam już cały plan ucieczki, lecz trzy pary oczu nadal są we mnie wlepione.
- Kate...- Spokojnie zaczyna Luis.- Czy wszystko w porządku?
Tak, jasne. Nie! Jak ma być w porządku?! Przed chwilą zemdlałam! Kręci mi się w głowie! Wszystko mnie boli! Ktoś chciał mnie utopić! Czuję, że się czerwienię.
- Ok?
- Nie- szepczę i zrywam się do biegu. Biegnę w stronę zamkniętych drzwi. Szybko je otwieram i wybiegam na zewnątrz.
- Łapcie ją!- Drze się Stev.
- Chris zostań, ja to załatwię- krzyczy Luis. Nie! Zostawcie mnie! Dlaczego zawsze wszyscy coś ode mnie chcą?! Nie chcę już się w to bawić! Biegnę ile sił w nogach między budynkami po czerwonych kostkach chodnika. Zaraz wpada mi do głowy zupełnie inny plan- muszę się ukryć, bo Luis jest szybszy i silniejszy. Tylko gdzie tu się schować? Na chwilę odwracam głowę i widzę, ze go zgubiłam. Może te ćwiczenia naprawdę mi coś dały? Super!
Tak!
Drzewo! Tam mogę się ukryć! Przecież świetnie wspinam się po drzewach. Podbiegam pod pień i zaczynam się wspinać co chwilę się rozglądając czy nie ma tu nikogo prócz mnie samej. Niestety, on już biegnie w moją stronę nieco zdyszany. Na szczęście ja już jestem wysoko.
- Kate, zejdź proszę.
- Nie!- Buntuję się.
- Proszę! Przecież nic Ci nie zrobię! Spokojnie, nic się nie dzieje.
- Dzieje się Luis, ze dużo się dzieje.
- Przecież już się obudziłaś. To tylko omdlenie. Nic ci nie jest i nie będzie.
- Nie! Nie zejdę!
- Zejdź, bo nie mam zamiaru tego używać- informuje mnie pokazując małe, niebieskie urządzenie- urządzenie, które sprawi, że zemdleje jeśli tylko będzie chciał. Wystarczy, że wciśnie guzik... A ja już będę leżała na ziemi.- Jeszcze raz powtarzam. Tylko zemdlałaś. Już możesz zejść i się przytulić.
- Tu nie chodzi o omdlenie!- Powoli zaczynam schodzić. Wiem, że nie użyje pilota, ale to go na pewno zaskoczy. Staram się to zrobić powolutku, żeby nie spaść, bo nie umiem schodzić. Wejdę wszędzie ale już z zejściem na ziemię mam problem. Nagle zsuwa mi się stopa z gałęzi- wiszę na jednej ręce jakieś trzy metry nad ziemią. Może to nie dużo, ale jednak się boję.- Nie umiem! Zaraz spadnę!
- Poczekaj, idę po Ciebie- Wchodzi na górę i po kolei pokazuje mi gdzie stawiać nogi. Tego mi było trzeba. Kogoś kto będzie mi pomagał w takich momentach.
Gdy już jesteś my na ziemi bierze mnie w swoje ramiona.
- Na co mam się nie zgodzić?- Dopytuję.
- Jak dużo wiesz?- Wyczuwam zakłopotanie w jego głosie. Naprawdę się nie domyślił, że wszystko słyszałam?- Kiedy się obudziłaś?
- Jak zastanawialiście się czy mnie utopić. Dlaczego?!
- Przecież słyszałaś, że się noe zgodziłem. To był po prostu głupi żart.
- Żart?- Czuję jak emocje we mnie buzują jak lawa w wulkanie ze starych opowieści.
- Tak.
- Jak możecie sobie tak ze mnie żartować?! Może cały nasz związek to jeden głupi żart?!- zauważam że dwaj pozostali idą w naszą stronę. Próbuję się wyrwać z uścisku, lecz nie jest to proste.- To dlatego nie wiedziałeś co takiego we mnie widzisz! Musiałeś się zastanowić, żeby coś wymyśleć! Pewnie nasze spotkanie się było ukartowane! Może cały ten eksperyment to ściema, żeby się ze mnie pośmiać?! Po co to ukrywać? Pośmiejmy się razem!
- Przykro mi, że tak myślisz, chris, środki uspokajające- kieruje prośbę do współpracownika.- Kate, nie ruszaj się.
- Nie! Już ci nie wierzę!- Wyrywam się coraz bardziej, lecz nadal bezskutecznie.
- Nie chciałem tego robić...- Czuję nagły i okropny ból w ramieniu. Tam gdzie mam czipa. To znaczy, że może nam cos takiego robić za pomocą tego pilota? Potem czuję ukłucie w szyje i staję się senna. Wszystko jest rozmazane, a emocje uciekają gdzieś bardzo daleko. Luis prowadzi mnie do małej sali z biurkiem i dwoma krzesłami po obu stronach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz