wtorek, 4 sierpnia 2015

"Korytarz" Rozdział 20!

          Tak ! Oto kolejne urodziny! Dlatego właśnie mam dla was dłuższy rozdział! <3
                                            Znalezione obrazy dla zapytania tort animowany

               Pukanie do drzwi. Podchodzę, otwieram je i rzucam się Luisowi na szyję.
- Jesteś! Tęskniłam! Tak się cieszę!
- Jestem słońce. Nie mogłem przychodzić, bo szukałem tych informacji dla Ciebie. Niedługo będzie kolejna próba eksperymentu więc mam mnóstwo roboty.
- Może mogę Ci jakoś pomóc?
- No... Całusem nie pogardzę.
Uśmiecham się i go całuję. Świat znika, jestem tylko ja i on. Niestety ten stan przerywa głos:
- Kate, kto przysze... O! Cześć Luis! - Luis szybko się odsuwa i odpowiada:
- Hej, co tam Angela?
- Nic takiego. Ja też dostanę buziaka?
- Niestety nie, jestem teraz zajęty całowaniem Kate.
- Szkoda... To ją całuj, nie przeszkadzam Wam, pa.
- Cześć.
Angela wychodzi, a on znów się do mnie zbliża. Całuje mnie, mój stan zamrożenia powraca. Łapie mnie w talii, przyciąga do siebie. Jesteśmy tak blisko.
- Da się przywrócić pamięć, trzeba wstrzyknąć sobie cholernie piekący jad pewnego płaza. Można go sprowadzić z Marsa.
- Tak daleko?
- Niestety, ale przyjmują zamówienia.
- Doprawdy pocieszające -uśmiecham się.-A gdzie wywożą dzieciaki?
- Wiesz, wymazanie to również wstrzyknięcie jadu innego płaza. Problem jest taki, że ten gad również żyje tylko na Marsie...
- Wywożą ich na Marsa?!
To nie może być prawda! Mają tego trochę tutaj? Może tego tu używają? A jeśli oni użyli tego na Kevinie? Może go wcale nie zabili! Ale Luis mówił, że tak...
- Mają tu trochę tego jadu?
- Tego nie wiem, bo nic nie chcą mówić, ale jest to możliwe.
- A jeżeli wcale nie zabili Kevina tylko go uśpili, albo wymazali pamięć?
- Niestety nie, widziałem ciało.
- Luis, co oni potem robią z tymi dzieciakami?
- Te gorsze tam zostają, aby potem zasiedlić tę planetę, a lepsze przywożą żeby były... To moje największe odkrycie.
- Kim? Luis powiedz mi!
- Instruktorami, takimi jak ja!
- To oznacza, że brałeś już udział w tych głupich badaniach!
- Dokładnie, odpadłem...
- Ale jako lepszy. Musimy coś wymyślić.
- Wiem, jeszcze coś wykombinuję -uspokaja mnie. Przysuwam się bliżej choć to prawie nie możliwe, a on całuje mnie w czoło, a potem w usta.
              Muzyka gra, niektóre dziewczyny są w sukienkach, a inne nie. Tak jak ja.
Okazało się, że "impreza" oznacza imprezę z około trzema tuzinami plastikowych kubeczków z kompotem truskawkowym. W kacie stoi Luis pijąc napój. Wygląda tak ślicznie! Wśród tańczących zauważam również Mika, niestety niedaleko Jane. Kurczę. Podchodzę do madison rozmawiającej z Angelą. Przerywam im.
- Madi, widzisz tego chłopaka stojącego przy kanapie?- Pytam.
- Ten przystojny szatyn?
- Tak, to jest Mike. Zagadaj! Naprawdę jest fajny.
- Ja?
- No... Tak, a kto?
- A nie Angela?
- Nie podoba Ci się?
- Przecież nazwałam go "przystojnym szatynem" !
- No to idź do niego!
- Ok, ok.
Zostajemy same z Angelą. Pijąc kompot gadamy w sumie o niczym... Takie plotki.
Spoglądam w stronę rozmawiającej z Mikiem Madison. Coś mi nie pasuje. Dlaczego Jane idzie w moją stronę? Tak jak większość zgromadzonych trzyma w ręku kompot.
- Niezła imprezka dzidziusiu- komentuje.
- Nie jestem dzidziusiem- spokojnie odpowiadam
- Czyżby?- Uśmiecha się.
- Tak, a co?!
- Przecież masz fioletowe ciuchy. To oznacza, że jesteś dzieckiem.
- Wcale nie!- Krzyczę.
-  A co do tej imprezy to leci beznadziejna muza, jak widzisz wcale nie tańczyłam. A ludzie wcale Cię nie lubią, tylko przyszli na kompot!
- Odczep się ode mnie i wynoś się stąd!
Nagle Jane wylewa na mnie swój kompot. Jestem taka mokra i wszyscy się na mnie patrzą. Wbiegam na górę, żeby się przebrać, ale nie płaczę. Na szczęście nie miałam na sobie sukienki, bo tych ubrań mi nie szkoda- dostanę nowe. Zmieniam bluzkę oraz spodnie, wycieram twarz i schodzę na dół. Szukam Jane, niema jej. Chyba sobie poszła. W tłumie spostrzegam tańczącą Angelę z jakimś chłopakiem. Ciemny blondyn, wygląda na około trzynaście lat. Po tańcu Angi podchodzi do mnie.
- To jest Cedrik, prawda, że słodki?
- Tak!
- Nic Ci nie jest? to wyglądało okropnie. Chciałam do Ciebie, ale on mnie zaprosił do tańca.
- Chyba nie, poszła sobie?
- No. Luis ją wygonił.
- Serio?
- Tak. Świetny chłopak...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz