Budzi mnie głośne pikanie. Powoli otwieram oczy. Widzę, że Madison i Angela również dopiero się budzą.
- Co się dzieje?- Pytam zaspanym głosem.
- Nie wiem, ale to coś mnie obudziła... Co to jest do cholery?!- Denerwuje się Madison.
- To chyba oznacza, że musimy wstawać- wtrąca Angela. Ja i Agata się zgadzamy z tą propozycją, wstajemy, ubieramy się we wczorajsze ubrania i schodzimy do łazienki. Hałas cichnie. Przeszukuję szuflady i w jednej z nich znajduję trzy szczoteczki do zębów. Wybieram jedną, a resztę daję dziewczynom. Myjemy zęby. Angela znajduję szczotkę do włosów na półce więc rozczesujemy włosy. Dziwię się gdy słyszę głośne trzaśnięcie drzwi. Ale miały być tylko trzy lokatorki?!
- Przepraszam? Dziewczyny! Chodźcie tu- słyszę męski głos.
Luis.
Wchodzę do salonu i go widzę. Zaraz za mną wloką się Angela i Madison.
- Przyszedłem uzupełnić dokładniejszą ankietę na wasz temat. Chciałbym po kolei porozmawiać, z każdą z was-tłumaczy.- Katy- zwraca się do mnie z uśmiechem- Ty pierwsza. Wam dam się jeszcze obudzić.
Dziewczyny wychodzą, a ja zostaję sam na sam z Luisem.
- Czy kiedykolwiek wrócę do domu?- Szybko zadaję pytanie.
- Możliwe... To będzie raczej trudny wybór. Ale niestety nie wrócisz już do dawnego życia.
- Ale? O co Ci chodzi? Nie rozumiem! Czy oni wiedzą, że tu jestem?
- Oni już Cię nie pamiętają, Kate- widzę, że mówi to z żalem. Znowu mam łzy w oczach. Jedna z nich spływa mi po policzku. Jak mam wrócić do domu, jak rodzice nie będą wiedzieli kim jestem?
- Jak to?- Pytam cicho.
- Inaczej nie zgodzili, by się...
- Co? Na co mieli, by się nie zgodzić?- Jestem zdenerwowana, przygnębiona i teraz już płaczę. Ciężko mi oddychać. Nie! To nie może być prawdziwe! To nieprawda! To nieprawda! To nieprawda! To nie jest prawda!
- Na eksperymenty, badania, pobór.
Podchodzę do niego. Mam ochotę go udusić, ale nie mogę też znieść przestrzeni, która nas dzieli.
- Co? na czym polegają? Co będę tu robić?
- Kate...- Zastanawia się jak mi to wytłumaczyć.- Dowiesz się na zebraniu. Może my przejść do ankiety?
"Nie! Nie możemy!" myślę.
- Ile ważysz?- Ciągnie Luis.
- Nie wiem... Dawno się nie ważyłam.
- Dobrze, nie ruszaj się.
Wyjmuje z kieszeni małe urządzenie. Wiem co to. Służy do ważenia. Urządzenie zczytuje wagę ciała. Wystarczy przycisnąć mały przycisk i namierzyć osobę do zważenia. W podręczniku od przyrody wyczytałam, że kiedyś ludzie ważyli się inaczej. Waga wyglądała inaczej. Ale to było dopiero po drugiej Wojnie Światowej, albo jeszcze wcześniej. Ja żyję około cztery i pół tysiąca lat później. Dawno była już Wojna Atomowa nazywana inaczej Atomówką lub Trzecią Wojną Światową. Rozpoczęła się atakiem Korei Północnej na Stany Zjednoczone. Wiele państw zostało zniszczonych. Na szczęście państwo którego teren zamieszkuje, którego nosiło kiedyś nazwę Polska przetrwało i stało się zależne od USA. Niewielu ludzi przetrwało, lecz kilkadziesiąt lat później wszystko wróciło do normy. Kolejnymi katastrofami były Czwarta i Piąta Wojna Między Krajowa. W skrócie WMK. Czwartą rozpoczęła Rosja, a następną buntownicy z Afryki. Teraz życie jest proste. Nie na żadnych państw. Dzięki temu niema wojen. Nasza technika jest już na tyle rozwinięta by można było wysłać ludzi na inną planetę, żeby ją zasiedlili. I niedługo właśnie na Marsa zostanie wysłana pierwsza setka ludzi. Organizujemy te podróże, bo na tej planecie, pod ziemią znaleziono kilka źródeł wody, czyli życie. Nasz rząd o nas dba. Zmieniły się prawa. Dawne nazwy państw to teraz miasta. Imiona są jeszcze różne i raczej nie występują w kilku miastach. Niedługo jednak to się zmieni.
Informuję Cię, że ważysz 48 kg- zaczyna Luis patrząc na wagę. Potem za pomocą innych urządzeń mierzy mój dokładny rozmiar buta, talię i wysokość. "Będziemy kupować Ci nowe ubrania, będziesz je teraz musiała nosić" tłumaczył. Nieźle się bawimy uzupełniając więcej informacji o mnie. Muszę nawet podać swoją ocenę z w-f. Jestem dumna mówiąc, że byłam dobra z tego przedmiotu. Najbardziej uwielbiam biegać. Wychodzę z pokoju, a do Luisa idzie Madison.
- O czym tak długo gadaliście?- Pyta Angela.
- Ważył mnie, mierzył i tak dalej... Wiesz... Takie tam. Rozumiesz, nie?
- Tak. Tylko?- Kiedy to mówi porusza brwiami.
- Nie... nalegałam, żeby powiedział mi co będziemy tu robić.
- I co?- Jest bardzo podekscytowana.
- Niestety- odpowiadam, a ona natychmiastowo smutnieje.
Następnie przychodzi kolej na Angelę.
Kate, Madison! Chodźcie- głos Angeli, jak zwykle słodki i wysoki rozchodzi się po pokoju.
- Teraz macie godzinę na zjedzenie śniadania. Dziś będzie bardzo skromne, ale zjecie coś potem. Musieliśmy dopilnować, by nic się nie zepsuło. W torbie mam dla was jabłka- wyjmuje owoce i daje je nam.- Potem pójdźcie na zebranie. Wyjaśnimy wam po co tu jesteście.
- Ale kiedy?- Pytam.
- A co was obudziło?- kiedy to mówi uśmiecha się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz