- Ale gdzie jest to zebranie?- Pyta Angela. Nie pomyślałam wcześniej o tym.
- Zebranie jest na Placu Głównym- odpowiada głos dochodzący chyba z jakiś ukrytych głośników.
- Pani mi odpowiedziała?- Pyta z nadzieją patrząc w sufit. Niestety, nikt jej nie odpowiada. Wygląda jak małe dziecko, któremu odmawia się lizaka.
- To znaczy, że musimy szukać?
- chyba tak- odpowiada mi Madison.
Widzę, że przy jednym z domków stoi prawny. Podchodzę do niego, Madison i Angela poszły razem w inną stronę. Rozdzieliłyśmy się , żeby łatwiej nam było znaleźć Plac Główny. Więc nie wiem gdzie teraz są. Może już doszły do celu.
Może nie?
- Przepraszam, gdzie jest Plac Główny?- Pytam prawnego. Prawni to policjanci. Pilnują prawa.
- Zaprowadzę Cię- odpowiada.
Idziemy, aż w końcu widzę tłum. Jest okrążony ubranymi na czerwono prawnymi. Ale po co? Dlaczego nas tak pilnują? Niedaleko tłumu dostrzegam Luisa. Rozmawia obserwując zgromadzonych.
- To tu - informuje mnie prawny.
- Dziękuję.
Potem odchodzi, a ja idę i wtapiam się w tłum. Stoję obok dwóch dziewczyn i chłopaka. Wszyscy są ode mnie wyżsi. Słyszę jak jedna dziewczyna zwraca się "Jane". Śmieją się ze mnie.
- Hej mała, jak masz na imię?- Pyta chłopak.
- Kate.
- A ja Mike. Mam czternaście lat i pochodzę z małej dzielnicy Poznań.
- Ja mam dwanaście, jestem z Warszawy.
- Czyli nie daleko- uśmiecha się. Jest przystojny. Ma czarne włosy, są zorczochrane, ale ładnie to wygląda. Oczy ma niebieskie. To dziwne. Szatyni raczej mają ciemne oczy, ale on ma jasne. Jest chudy i trochę umięśniony.
- Uwaga! Proszę o ciszę!- Słyszę głos. Jakaś kobieta mówi przez megafon.- Witam na zebraniu. Może zacznę od razu od tego, czego najbardziej się boicie. Po co tu jesteście. Jesteście tu by wziąć udział w badaniach. Zostaniecie tu na jakiś czas. Po kolei będziecie eliminowani. Będziemy tu sprawdzać wasze umiejętności fizyczne i psychiczne, by odnaleźć najlepszych. Najpierw weźmiecie udział w biegach śmierci- kiedy wypowiada ostatnie słowa w zgromadzeniu jest poruszenie. Patrzę na Luisa. Nie jest szczęśliwy. Okłamał mnie. Mówił, że nic mi się nie stanie a teraz mam wziąć udział w biegach śmierci?! - Dokładnych zasad będziecie się dowiadywać przed wydarzeniem. Myślę, że już wiecie do czego będzie służyła siłownia. Posiłki będziemy wam podawać sami. Kolejną kategorią, badaniem będzie straszne miasto. To będą ćwiczenia na psychikę. Potem biegi z przeszkodami- kończy. Widzę, że jakiś chłopak zrywa się do ucieczki. Prawny celuje i strzela. Chłopak pada na ziemię z jękiem. On go zabił?!
- Kevin!- krzyczy jakaś dziewczyna. Próbuje do niego podbiec, ale prawni jej na to nie pozwalają. Potem zabierają jego bezwładne ciało.
- To nie są żarty- informuje poważnie kobieta.
Przedzieram się przez tłum. Szybkim krokiem idę w stronę Luisa. Spoglądam za siebie. Prawny idzie za mną. Przyśpieszam. Podchodzę do Luisa.
- Nic się nie stanie? Tak? Tak to powiedziałeś?! Fajnie było robić ze mnie dziecko?- Moje oczy napełniają się łzami kiedy prawny ciągnie mnie za rękę w stronę tłumu.
Wyrywam się.
Jeszcze raz próbuję do niego podejść .
- Jak mogłeś!- Krzyczę.
- Kate... Uspokój się. Hary, zostaw Ją- upomina prawnego. Nie! Nie uspokoję się!
- Ufałam Ci wiesz?! A ty! Potworze! Jak mogłeś? Nie wybaczę Ci tego!
- Zaprowadzę Ją do domu. Kate, spokojnie.
Obejmuje mnie ramieniem, ale go odpycham. bierze mnie za rękę i gdzieś ciągnie. Ale nie idziemy do mojego domu. Zabiera mnie do swojego.
- Jesteś okropny!
- Musiałem Cię wtedy uspokoić!
- Widzisz co się ze mną dzieje?! W jakim jestem stanie?!- Krzyczę mu w twarz. Nie mogę się opanować. Siadam na kanapie. Jego dom jest ładniejszy. Siada koło mnie. Jego dłoń dotyka moich pleców.
- Spokojnie, przecież Ci pomogę. Jesteś dobra z biegania. Uda Ci się.
- Ale psychikę mam słaba... - Trochę się uspakajam. Naprawdę łatwo wpadam w szał. Mimo to uśmiecham się.
- To tylko takie nazwy. Specjalnie was straszą. Oczywiście nie będzie łatwo.
- Oni go zastrzelili?- Zmieniam temat.
- Tak.
Przysuwam się do niego i go obejmuje. Jest umięśniony i ładnie pachnie. Przy nim czuję się bezpieczna. Tego chyba nie zmieni żadna kłótnia.
- Kate... Jesteś urocza- mówi to tak czule, że mu wierzę. - Naprawdę.
- Tym razem nie kłamiesz?
- Nie.
Siedzimy jeszcze przez jakiś czas rozmawiając o niczym. Potem idziemy do domu. Tym razem mojego, Madison i Angeli. Przed drzwiami Luis mówi, że musi się po coś wrócić. Więc do domu wchodzę sama. Dziewczyny już tam są.
cz. 2 niebawem (rozdziału 10)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz