poniedziałek, 25 maja 2015

"Korytarz" Rozdział 10 cz.2

       Siadamy w salonie. Ja i Angela na kanapie, a Madison na fotelu.
- Gdzie byłaś?- Pyta gorączkowo Madi.
- Źle się poczułam...
- Widziałyśmy- wtrąca Angela.- Często popadasz w takie furie? Jeśli tak, to się Ciebie boję.
- Ale gdzie pytasz?-Dopytuje Madison.
- Luis zabrał mnie do siebie, żeby mnie uspokoić.
- W jaki sposób? Może... ?- Kiedy to mówi dziwnie się rusza.
- Angela! Wcale nie!- Buntuję się. Angela nie przestaje się uśmiechać.
- Ale przystojny to on jest- stwierdza Madi.
- Jest boski...- Dodaje Angela.
- Na zebraniu obok mnie, stał taki chłopak. Też był przystojny. Na imię miał Mike- opowiadam im.
- Tak? To super! Ile ma lat?- Dopytuje zniecierpliwiona Angela. Niestety jej nie odpowiadam, bo do pokoju wchodzi Luis.
W ręku trzyma urządzenie. To po nie wrócił do domu? Chyba tak. Wpatruję się w jego oczy, potem usta. Nie jest szczęśliwy, lecz zmusza się do uśmiechu. Widzę to. Tęskniłam za nim.
- Dziewczyny nie mam dobrej wiadomości...- Zwraca się do nas.
- Zostałyśmy zdyskfalifikowane?- Głos Angeli jest i przerażony i szczęśliwy. Oczywiście przy okazji słodki jak zwykle.
- Nie! Spokojnie- uspokaja ją Luis.- To trochę zaboli- pokazuje nam urządzenie.- Muszę wam wstrzyknąć czipy. Nie są wcale takie małe.
Pokazuje je nam. Naprawdę są duże, prawie jak paznokieć tylko trochę grubsze.
- Może po kolei... Madison. Chodź, pójdziemy na górę do sypialni.
Wychodzą, a my zostajemy same.
          Będzie, aż tak boleć?- Pytam Luisa.
- No... Angela się popłakała. Więc to nie jest przyjemne.
Angela naprawdę się popłakała. Przyszła do nas cała we łzach, ale Madi się nią zajęła.
- No to... Siadaj i podwiń rękaw.
Siadam.
Zawsze przerażały mnie igły... Ja pewnie również się poryczę. Tak jak Angela. Luis bierze urządzenie i je "ładuje". Boję się! Boję się! Boję się! Naprawdę!
- Boję się- wymyka mi się.
- Ja również- jego odpowiedź strasznie mnie zaskakuje.- Boję się, że Cię skrzywdzę. Będzie Cię bolało, a ja tego nie zniosę.
- A... Nie ważne- zmieniam decyzję.
Siadam bliżej niego, podwijam rękaw i podaję mu rękę. Bierze wacik nasączony jakimś płynem.
- To troszkę znieczuli, a przy okazji odkazi Ci rękę- tłumaczy zauważając moje zaciekawienie.- Lepiej się nie patrz.
Jego dłonie delikatnie łapią moje ramię. Będzie bolało! Boję się! A może lepiej się tak nie nastawiać? To nie będzie bolało! Wcale się tego nie boję... Próbuje się uspokoić. Zamykam oczy. Co jeśli odpadnę? Wyjmą mi go? Będzie mi przeszkadzać?
Boli!
Ból przeszywa moje ciało, a ja wydaję z siebie jęk. To bardzo bolało! Przytulam się do Luisa. Odkłada maszynę. Łzy napływają mi do oczu. Kładzie rękę na moich włosach. Jego palce zaciskają się na mnie. On tak pięknie pachnie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz