piątek, 25 września 2015

Książka tygodnia...

Czas na kolejną książkę tygodnia, która oczywiście zwiastuje weekend. Kilka propozycji do mnie od Was przyszło, ale ja wybrałam jedną z nich. Potem może będą następne (w przyszłym tygodniu i jeszcze, jeszcze później).

Chcesz, aby twoja ukochana książka została wykorzystana w książce tygodnia? Napisz do mnie na facebooku lub tu na blogu!

Książką tygodnia jest... książka pt. "Krzyżacy" !!
Pomysłodawca- Kameleon

wtorek, 22 września 2015

Wiem, że dacie radę!

Coraz bardziej mnie zaskakujecie! Wczoraj- by przeczytać rozdział weszło aż 70 osób! Mamy nowy rekord! Teraz- przy następnym rozdziale- postaracie się dobić do 80 wejść? Wiem, że dacie radę! A co teraz myślicie o dalszym związku Kate i Luisa? Jaką chcecie książkę tygodnia w piątek?

poniedziałek, 21 września 2015

"Korytarz" Rozdział 26

Takie szybkie ogłoszenia parafialne. Wiem, że miałam wpisać przed wczoraj, ale leciał pani od matematyki bardzo dużo nam zadała :-( robiłam to niestety dwa dni wiec niestety wpisuję dopiero teraz. Przepraszam jeszcze raz, ponieważ dzisiaj dopiero weszłam na bloga i zobaczyłam, że strasznie dużo Was wczoraj i przedwczoraj weszło <3 łącznie ok 40 osób. Dobra, a teraz korytarz ;-)


      W głowie mam już cały plan ucieczki, lecz trzy pary oczu nadal są we mnie wlepione.
- Kate...- Spokojnie zaczyna Luis.- Czy wszystko w porządku?
Tak, jasne. Nie! Jak ma być w porządku?! Przed chwilą zemdlałam! Kręci mi się w głowie! Wszystko mnie boli! Ktoś chciał mnie utopić! Czuję, że się czerwienię.
- Ok?
- Nie- szepczę i zrywam się do biegu. Biegnę w stronę zamkniętych drzwi. Szybko je otwieram i wybiegam na zewnątrz.
- Łapcie ją!- Drze się Stev.
- Chris zostań, ja to załatwię- krzyczy Luis. Nie! Zostawcie mnie! Dlaczego zawsze wszyscy coś ode mnie chcą?! Nie chcę już się w to bawić! Biegnę ile sił w nogach między budynkami po czerwonych kostkach chodnika. Zaraz wpada mi do głowy zupełnie inny plan- muszę się ukryć, bo Luis jest szybszy i silniejszy. Tylko gdzie tu się schować? Na chwilę odwracam głowę i widzę, ze go zgubiłam. Może te ćwiczenia naprawdę mi coś dały? Super!
Tak!
Drzewo! Tam mogę się ukryć! Przecież świetnie wspinam się po drzewach. Podbiegam pod pień i zaczynam się wspinać co chwilę się rozglądając czy nie ma tu nikogo prócz mnie samej. Niestety, on już biegnie w moją stronę nieco zdyszany. Na szczęście ja już jestem wysoko.
- Kate, zejdź proszę.
- Nie!- Buntuję się.
- Proszę! Przecież nic Ci nie zrobię! Spokojnie, nic się nie dzieje.
- Dzieje się Luis, ze dużo się dzieje.
- Przecież już się obudziłaś. To tylko omdlenie. Nic ci nie jest i nie będzie.
- Nie! Nie zejdę!
- Zejdź, bo nie mam zamiaru tego używać- informuje mnie pokazując małe, niebieskie urządzenie- urządzenie, które sprawi, że zemdleje jeśli tylko będzie chciał. Wystarczy, że wciśnie guzik... A ja już będę leżała na ziemi.- Jeszcze raz powtarzam. Tylko zemdlałaś. Już możesz zejść i się przytulić.
- Tu nie chodzi o omdlenie!- Powoli zaczynam schodzić. Wiem, że nie użyje pilota, ale to go na pewno zaskoczy. Staram się to zrobić powolutku, żeby nie spaść, bo nie umiem schodzić. Wejdę wszędzie ale już z zejściem na ziemię mam problem. Nagle zsuwa mi się stopa z gałęzi- wiszę na jednej ręce jakieś trzy metry nad ziemią. Może to nie dużo, ale jednak się boję.- Nie umiem! Zaraz spadnę!
- Poczekaj, idę po Ciebie- Wchodzi na górę i po kolei pokazuje mi gdzie stawiać nogi. Tego mi było trzeba. Kogoś kto będzie mi pomagał w takich momentach.
Gdy już jesteś my na ziemi bierze mnie w swoje ramiona.
- Na co mam się nie zgodzić?- Dopytuję.
- Jak dużo wiesz?- Wyczuwam zakłopotanie w jego głosie. Naprawdę się nie domyślił, że wszystko słyszałam?- Kiedy się obudziłaś?
- Jak zastanawialiście się czy mnie utopić. Dlaczego?!
- Przecież słyszałaś, że się noe zgodziłem. To był po prostu głupi żart.
- Żart?- Czuję jak emocje we mnie buzują jak lawa w wulkanie ze starych opowieści.
- Tak.
- Jak możecie sobie tak ze mnie żartować?! Może cały nasz związek to jeden głupi żart?!- zauważam że dwaj pozostali idą w naszą stronę. Próbuję się wyrwać z uścisku, lecz nie jest to proste.- To dlatego nie wiedziałeś co takiego we mnie widzisz! Musiałeś się zastanowić, żeby coś wymyśleć! Pewnie nasze spotkanie się było ukartowane! Może cały ten eksperyment to ściema, żeby się ze mnie pośmiać?! Po co to ukrywać? Pośmiejmy się razem!
- Przykro mi, że tak myślisz, chris, środki uspokajające- kieruje prośbę do współpracownika.- Kate, nie ruszaj się.
- Nie! Już ci nie wierzę!- Wyrywam się coraz bardziej, lecz nadal bezskutecznie.
- Nie chciałem tego robić...- Czuję nagły i okropny ból w ramieniu. Tam gdzie mam czipa. To znaczy, że może nam cos takiego robić za pomocą tego pilota? Potem czuję ukłucie w szyje i staję się senna. Wszystko jest rozmazane, a emocje uciekają gdzieś bardzo daleko. Luis prowadzi mnie do małej sali z biurkiem i dwoma krzesłami po obu stronach.

sobota, 19 września 2015

?

Chcę bardzo podziękować osobom, które napisały mi co myślą o Kate i Luisie. Niestety komentarze były tylko dwa, a nie trzy, ale już piszę następny rozdział. Wpiszę go pewnie dzisiaj. Proszę Was o komentarze, ponieważ bardzo ciekawi mnie co myślicie o książce. Ciekawi mnie czy chcecie, by byli razem, może, żeby któreś zginęło? Jak myślicie, czy Madi poradzi sobie ze strasznym miastem? Może odpadnie Kate lub Angela?

piątek, 11 września 2015

Książka tygodnia...

W tym tygodniu książką tygodnia jest książka pod tytułem... Papierowe Miasta!

Przypominam o komentarzach pod korytarzem ;-)
                                                Znalezione obrazy dla zapytania papierowe miasta książka

środa, 9 września 2015

Ale mega!

Łał! Nie wiedziałam, że jesteście, aż tacy świetni! Pobiliście rekord wejść <3 pobijecie znowu? Potrzebujemy przynajmniej 63 wejścia, by się udało! Wierzę w Was!
I przypominam o komentarzach pod ostatnim rozdziałem korytarza. Chcę wiedzieć co Wy myślicie!

"Korytarz" Rozdział 25

Nim przejdziemy do kolejnego rozdziału chciałam Wam o nim troszkę opowiedzieć. BARDZO dziękuję Zuzi M. ( z mojej nowej, świetnej klasy) za napisanie tego oto rozdziału <3 !! Strasznie się cieszę, że mogę go tu wstawić i jeszcze raz DZIĘKUJĘ kochana. Myślę, że czytelnikom się spodoba ( na pewno tak ;-), bo jest ekstra) !Wykonałaś świetną robotę!!!!
I jeszcze chciałam was zapytać: "Co myślicie o przyszłości związku Luisa i Kate?" Za 3 komentarze wpiszę kolejny rozdział ;-) ( niestety już zaczęła się szkoła więc plan już od dzisiaj nie obowiązuje ze względu na ogromne ilości prac domowych)
 
                                                               ~ O ~
          Moje myśli wciąż krążą wokół mrocznego, zabójczego lasu. Nie chcę tam trafić! Nie chcę potem znaleźć Angeli i Madison leżących na ziemi, martwych! Nie chcę rozstawać się z Luisem! Nie chcę umrzeć! Nie chcę, żeby tle dzieciaków zginęło!
Nie chcę! Nie chcę! Nie chcę!
Obraz przed oczami zaczyna mi się rozmywać. Kręci mi się w głowie i mam ochotę zwymiotować. Wracam na górę. Nie chcę, by dziewczyny i Luis zobaczyli, że się rozklejam. ”Przecież musi być jakieś wyjście” myślę i zaczynam się zastanawiać ile czasu dam radę tu wytrzymać. ”Skoro Luis powiedział, że.. nie to przecież nie ma sensu. Dam radę. Ale co się stanie jak wygram? Na to pytanie nie dostanę odpowiedzi. Tak sądzę. Przecież Luis nie jest Bogiem i nie odpowie na moje pytania. Nie na wszystkie. Chciałabym by rodzice tu byli. Oni zawsze znali odpowiedzi na nie.” BRZDĘK!
Coś przerywa moje przemyślenia. Schodzę na dół i spotykam tam nie codzienny widok. Dziewczyny kulą się pod ścianą, a w drzwiach stoi dwóch prawych. Nigdzie nie zauważam Luisa.
- Panienka Katie?- słyszę, ale nie odpowiadam.
- Chcielibyśmy z tobą porozmawiać, Kate.- słyszę głos jakby z oddali. Tym razem mój umysł się poddaje. Mdleję, przed oczami widzę się mnóstwo różnych, kolorowych plam. Potem powoli znikają, rozpływają się i zostaje mi tylko ciemność.
Gdy się budzę, szumi mi w głowie i od razu myślę, że wolałabym się nie obudzić. Nie otwieram oczu, bo nie chcę się zdradzić, że nie śpię. A nie chcę się zdradzić, gdyż słyszę coś co mnie interesuje.
- Co z nią zrobimy?- nie rozpoznaję głosu. -Utopimy w morzu? Zauważą to.
-Musimy się spytać szefa. Ale na pewno jej nie utopimy!- ten głos jednak rozpoznałabym nawet w grobie.- Pamiętaj stary, że musimy ją chronić, a nie dobijać. Żadnego topienia!
- Skoro nalegasz… Ale przecież nie wiemy co ona na to. A co jak się nie zgodzi?- na co mam się nie zgodzić?
- Pamiętaj, że musi zostać na Miasto Strachów. Dopiero w trakcie jego trwania możemy interweniować- Luis kompletnie zlał pytania osoby, która mu towarzyszyła.- wtedy wszystko będzie można zrzucić na te zadanie. Powiemy, że najwyraźniej nie dała rady -Jak to? Czyli chcą się mnie pozbyć? Nie mam jednak czasu teraz na roztrząsanie tej sprawy, gdyż drzwi się otwierają, a do środka wchodzi trzecia osoba. Słyszę jej każdy krok.
-Jak z jej stanem? Budziła się już- głos wydaję się być starszy i donośny.
-Lepiej. Z takimi opiekunami, nikt nie ma prawa narzekać. Najlepsi, najprzystojniejsi i najmądrzejsi. -
Nie przesadziłeś z tym ‘naj’ Luis? Zaraz twoje ego nie zmieści się w tej sali. Myślisz, że jak otworzę drzwi to nadmiar się ulotni?- nowoprzybyły głos był rozbawiony.
-Ty i te twoje śmieszne żarty Stev.- drugi głos postanowił bronić Luisa.
- Co ty Chris, teraz go bronisz?- tym razem głos był przesączony jadem.- A pamiętasz może sytuację tuż przed tą próbą? Gdy się szykowaliśmy? Jasne, przecież musisz pamiętać. - Daj spokój Chris, już po wszystkim. Nie ma już nic co mogło by nam przeszkodzić.
-Nie? Nie?! A może twój złamany nos by nam przeszkodził?- po tych słowach następuję trzask, coś na odgłos złamanej kości. Momentalnie się zrywam i krzyczę:
- Luis! Nie!
Jednak robiąc to zdradzam swoją obecność. Gdy widzę 3 pary oczu skierowane na mnie, wiem że będę miała kłopoty.

poniedziałek, 7 września 2015

"Drzewo życia"

Ten wiersz został napisany zaraz po wejściu i zejściu z drzewa ;-) Najpierw dokładnie się mu przyglądałam, a potem mnie natchnęło.
Bardzo lubię wspinać się na drzewa. Czasem jest prościej, czasem trudniej, ale staram się wchodzić jak najwyżej. Myślę, że dokładnie tak samo jest z życiem.
Czasami zdarzają się "momenty kruche". Ale trzeba przetrwać te trudne chwile. Bo... niestety już takie jest życie.
Musimy akceptować to co przyniesie nam los i starać się pokonywać przeszkody. Porównywałeś kiedyś drzewo do Twojego życia? Może myślisz tak jak ja...

                                                 Znalezione obrazy dla zapytania drzewo
" Drzewo życia"
Małe dziecko staje pod wielkim drzewem.
Drzewem życia.
Z pierwszym oddechem
wchodzi na pierwszą gałąź.
Gałąź ta jest niska i gładka.
Nie patrzy do góry.
Nagle noga zsuwa się dziecku.
Rodzice nie pozwalają,
by upadło.
Potem z bólem pokazują mu jak się patrzy,
jak się patrzy do góry.
Im wyżej spogląda
coraz więcej cierni i gałązek.
Pojawiają się momenty kruche.
Łatwo spaść.
Czasami patrzy w dół.
A na dole beztroskie dzieciństwo,
gałęzie mocne, bez cierni.

sobota, 5 września 2015

"Korytarz" Rozdział 24

     Bijemy brawo, a potem Madi i Luis składają jej życzenia. Widzę, że się cieszy, że jest zadowolona, ale trapi ją to, że nie ma tu jej rodziców. Rodziców, którzy już tu nigdy nie będą, nigdy ich nie zobaczy. Rodziców, którzy ją kochali, którzy już o niej nie pamiętają. Jeśli wygra Bóg jeden wie co z nią zrobią, a jeśli przegra... Zostanie wysłana na Marsa. Wiem dlaczego ich tam wysyłają. Podobno jesteśmy lepsi, na ziemi już nie ma miejsca na budowanie budynków. Słowo "dom" już prawie nie istnieje, bo bloki mają po sto albo dwieście pięter, stoją jeden przy drugim. W starych podręcznikach widziałam kiedyś trawę. Roślina która się tak nazywa prawie już u nas nie występuje. Ja nigdy jej nie widziałam. Ale co to za problem dobudować kolejne piętra? Może już jest za wysoko? Nie, nie powinno, jeszcze są budynki  osiemdziesięcio piętrowe. Można je jeszcze wyremontować. Ale moje zdanie przecież nic nie zmieni... Nie posłuchają dwunastolatki! A mogliby. Tylko... po co robić takie zamieszanie? Na co im eksperymenty? I to czwarte! Nagle okazuje się, że Luis stoi bardzo blisko mnie.
- Musimy porozmawiać- powtarza kolejny raz potrząsając moim ramieniem.- Kate, idziemy na górę. Dziewczyny, przepraszamy na momencik.
Łapie mnie za rękę i ciągnie po schodach do sypialni. Siadamy na łóżku. Co chce mi powiedzieć? Może po prostu pogadać? Nie, to nie zapowiada się na zwykłą rozmowę.
- Musze Ci coś powiedzieć. Okłamali mnie, ale już znam prawdę- zaczyna.
- Ale o co chodzi?
- Oni ich wcale nie wywożą na Marsa... Oni im wcale nie wymarza pamięci. Oni zwyczajnie ich zostawią w lesie na pastwę losu, a jak ktoś spróbuje uciekać przez teren badań. Nie czeka go długie życie. Chcę Ci tylko powiedzieć, że las nie jest mały. Jeśli chce się obejść rezerwat będzie to trwało chyba miesiąc. Dzieci raczej nie są przygotowane na życie w lesie, ponieważ to już ostatni. Nawet niewiele w nim jest roślin. Sam piach i drzewa. Tylko mamy teraz problem. Skoro odpadłem to dlaczego żyję? Dlaczego nie zginąłem w lesie?
- Nie wiem Luis, po prostu nie wiem- z oczu płyną mi łzy. Wiem, że Madi niedługo odpadnie, Angela może ma jakieś szanse, ale nie jesteśmy najlepsze. Mogę się założyć, że teraz, w drugiej turze skończę w dzikim, niebezpiecznym i ogromnym lesie. Nawet jeśli uda mi się z niego wydostać co dalej zrobię? Jak będę żyć?- A... Gdzie my w ogóle jesteśmy? Na jakim kontynencie?
-Na żadnym. W tym jest cały problem. Jesteśmy na wyspie...
- Jak to?!
- Niestety. Kate, musimy się pospieszyć. Nie wątpię w twoje umiejętności, ale uważam, że niestety nie dojdziesz do końca. Musimy coś zrobić! Ale co?
- Może coś w rodzaju buntu? Ucieczki?
- Nie mamy dość ludzi, a jak chcesz odpłynąć?
- Myślałam raczej o transporcie powietrznym.
- To się nie uda, a poza tym zostawisz tu wszystkich?
- Nie! Oczywiście, że nie, ale już nie wiem co mam robić...
       Gdy schodzimy i siadamy z dziewczynami, Angela kroi tort. Luis wręcza jej bransoletkę, a Madison daje jej w prezencie fioletową sukienkę z pomarańczowymi elementami od nas. Widzę wszystko jakby przez mgłę, w zwolnionym tempie. Już teraz nic nie jest ważne...

Wow...

Kochani, bardzo się cieszę, że jesteście, ponieważ to mnie motywuje do dalszej pracy. Waszą obecność potwierdzają liczby. Sami możecie zobaczyć ile mam wejść, ale i tak podkreślę, że jest ich prawie 1500! To nie wszystko, chcę was poinformować, że wczoraj pobiliście rekord pięćdziesięciu pięciu wejść. Może niewiele więcej ale i tak się cieszę, ponieważ weszło pięćdziesiąt osiem osób. Dojdziemy dzisiaj do sześćdziesięciu? Fajnie by było. Oczywiście postaram się dzisiaj w pisać korytarz, ale o tym Was oczywiście poinformuje :-)
 
Dzięki,
Domcia <3

piątek, 4 września 2015

Książką tygodnia...

Książką tygodnia jest... "Przez burze ognia"!!!!! Znacie? Czytacie?
                                                  

środa, 2 września 2015

"Korytarz" Rozdział 23

         Otwieram jeszcze zaspane oczy. Nade mną stoi Madi.
- Kate, wstawaj, bo Angela się obudzi. A wtedy my musimy być już przygotowane, żeby złożyć jej życzenia urodzinowe- szepcze do mnie. Wstaję i szybko, bezszelestnie się ubieram. To trudne zadanie, ale daję rade. Oczywiście zakładam też naszyjnik, który dostałam wczoraj. Na dole już czeka Luis, który przyniósł tort stojący na stole w kuchni. Tak ślicznie się ubrał! Teraz stoi i patrzy na mnie jak zaklęty, ubrany w jeansy i koszule w kratę. Postanawiam do niego podejść, lecz on robi to pierwszy. Sięga w stronę kieszeni, wyjmuje śliczną, zrobioną z fioletowo- pomarańczowych kamyczków bransoletkę. Pokazuje mi ją.
- Myślisz, że jej się spodoba?- Pyta mnie.
- Tak, na sto procent- uśmiecham się, a on odwzajemnia uśmiech.
- Cudnie wyglądasz.
- Dziękuje. Kiedy zaczynamy?- Pytanie kieruję do Madi, która patrzy na mnie rozzłoszczonym wzrokiem. Wzruszam ramionami gdy nagle przypominam sobie jej wczorajsze wieczorne wykłady na temat dnia dzisiejszego. Oczywiście przekazywała mi je w siłowni pod pretekstem wieczornych ćwiczeń. Robię rozjaśnioną minę świadczącą  o tym, że już sobie wszystko przypomniałam. Madison kiwa powoli głową. -W takim razie która godzina?
- A o której miałam Cię obudzić?- Teraz już wiem, że nie powinnam o to pytać. Już otwieram usta, by odpowiedzieć na zadane mi wcześniej pytanie, ale Madi mi na to nie pozwala.- O ósmej. A więc teraz jest dwadzieścia minut po ów godzinie. Nieprawdaż?
- Prawdaż, prawdaż. Jak ja nie lubie jak zaczynasz gadać językiem z dwudziestego wieku- Przerywam i się uśmiecham. Odpowiada mi tym samym. Spoglądam na pękającego ze śmiechu Luisa.- To budzimy ją za dziesięć minut?
- Dokładnie- potwierdza głównodowodząca.- Luis zapalisz świeczki za osiem minut, Ty Kate idź i pilnuj Angeli.
- Robi się!- Salutuję i maszeruje po schodach do sypialni. Angela nadal śpi.
Słyszę trzy dźwięki. Każdy wyższy od ostatniego- to sygnał, że mam zejść na dół.
- Kate, zaczynamy. Luis, bierz tort. Idziemy na górę!
Wchodzimy w miarę cicho, by nie obudzić jubilatki zbyt szybko. Madi patrzy na mnie i kiwa głową wskazując Angelę. Powoli wyciągam rękę w jej stronę, a potem delikatnie poruszam ramieniem.
- Mamo, daj mi jeszcze spać!-Mamrocze. Potrząsam nieco mocniej, ale na tyle delikatnie by obudziła się powoli. Powoli otwiera oczy i z zaciekawieniem się nam przygląda- Zaraz, zaraz... Ty... Znaczy Wy nie jesteście moją mamą...
- No nie, ale coś dla Ciebie mamy kochana- staram się uratować sytuację. Sama tak miałam kilka razy. Śnią Ci się rodzice, budzisz się i masz wrażenie, że przy Tobie są. Niestety nie... To niemożliwe. Takie sytuacje najczęściej kończą się łzami wiec może tort odwróci jej uwagę.-Wszystkiego najlepszego! Zdrówka, szczęścia i dobrego żarcia!- W tym momencie się nad nią pochylam.- I więcej Cedrika...- Wracam na swoje miejsce.- No! Już! Wstawaj z tego wyra! Czekamy na Ciebie.
Wstaje i do nas podchodzi- nadal będąc w piżamie. Staje przy ogromnym, białym z pomarańczowymi i żółtymi kuleczkami o smaku pomarańczy i cytryny torcie. Zamyka oczy, chwileczkę się zastanawia nad życzeniem, a potem zdmuchuje świeczki.