To jest budka. Na blacie stoi około trzydziestu kubków z czymś do picia. Woda. Oznacza to, że nie wszyscy dostaną... A jeśli ktoś weźmie dwa? Gdzie jest Madi? Gdzie jest Angela? Może wezmę dla nich picie?Jeżeli są na końcu nie dostaną... Muszę!
Biorę.
Wzięłam dwa kubki z wodą. Piję dwa łyki z jednego i dwa z drógiego. Pora znaleźć dziewczyny.
Meta!!
Widzę ją! Nareszcie! Jestem już tak zmęczona, że ledwo biegnę, ledwo dyszę. Umieram...
Przy mnie stoi Luis. Liczy kolejność dziewczyn, które ukończyły już bieg. Jest bardzo zamyślony.
- Osiemnasta- informuje mnie i się uśmiecha. Ja również się uśmiecham. Zwalniam, aż w końcu staję. Zauważam Angelę. Podchodzę do niej.
- Hej Kate, jak Ci poszło?
- Mnie... Jestem osiemnasta, a ty?
- Ja jestem czternasta.
- Super Ci poszło, ale następnym razem będę szybsza!
- Dobrze! Mogę się założyć!
- Jak chcesz! O co? Nic nie mamy...
W tym momęcie wybuchamy śmiechem! To prawda. Niczego nie mamy. Możemy się założyć o używaną szczoteczkę do mycia zębów.
- O przekonanie się.
- Ok. Wiesz gdzie jest Madi?- Dopytuję.
- Nie, może zaraz przybiegnie?
- Mam dla Ciebie wodę, już niewiele zostało, bo troche się wylało, ale spoko- przypominam sobie, że woda nie przyklei się do kubka.
- Dzięki, piłam już, ale daj mi łyczka- podaje jej kubek. Ona pije, a potem mi go oddaje.
Madi dobiegła około pięć minut później. Była bardzo zmęczona oraz spragniona. Do mety dobiegła czterdziesta druga. To oznacza, że powinno sie jej nie udać. Musi jeszcze poćwiczyć.
Daję jej picie.
- Dziękuję Ci. Jesteś kochana- komentuje mój czyn, po nawodnieniu organizmu.
Podchodzi do mnie Luis. Uśmiecham się, a on łapie mnie za rękę. On równiez się uśmiecha.
- Świetnie Ci poszło. Gratuluję.
- To dzięki Tobie!- Odpowiadam.- Dziękuję. Również jestem zadowolona.
- Może to uczcimy? Wiem, że ostatnio nie spędzaliśmy ze sobą czasu, ale to przez przygotowania do pruby. musiałem wybierać tor, szerokość. Oczywiście nie sam i nie mogłem tego robić weług swoich upodobań, ale i tak było ciężko.
- Byłoby naprawdę super!
- Może... Na naszą ławkę? Zapraszam Cię.
- To przyjdź wieczorem po mnie. I weź lody. Dużo!
- Dobrze, wezmę. Jakie?
- Mango na pewno!
Jestem coraz bliżej. Odważę się! Odważę się! Muszę!
Podchodzę, nachylam się i całuję go w policzek. Potem odchodzę. Nagle nachodzi mnie myśl. Dlaczego on jest pracownikiem skoro ma czternaście lat?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz