
Dni mijały (około dwa lub trzy), a kot nie odchodził. W dzień czuwał przy domku, a w nocy usiłował wejść do środka. Było mi go/jej coraz bardziej żal... Zabrałyśmy go do stodoły ( nie było tam zwierząt, tylko nasze- moje i mojej siostry miejsce do zabawy). Chodziłyśmy tam codziennie, więc nie było to dziwne. Tak naprawdę to on sam za nami poszła. Babcia nic nie wiedziała, a my się nią opiekowałyśmy. Pewnego dnia wzięłam ją na kolana. Kotek był w niebo wzięty! Tulił się, mruczał. Pokochał nas.
Pewnego dnia kiciuś tak bardzo chciał wejść do domu, że wdrapał się po Babci!! Niestety i tak nie mógł zostać. Nazwałyśmy ją Pomarańczka, bo myślałyśmy, że to ona. Rodzice przyjechali, zobaczyli kicie. Ale mówili, że nie możemy jej zabrać. Gdy otworzyli bagażnik, by zapakować rzeczy do samochodu. Niedługo mieliśmy wracać, gdy nagle zauważyliśmy, że Pomarańczka siedzi w otwartym bagażniku z zawiniętymi mówkami, zasypiała. Błagała żeby ją zabrać. Musieliśmy to zrobić! To ona zadecydowała. Przez całą podróż spała u mamy na rękach. Była szczęśliwa.
Simbuś- mój wcześniejszy kot, o jego wspaniałej historii też mogę później napisać- na początku troszkę się denerwował obecnością "Pomarańczki", ale po jakimś czasie się przyzwyczaił. Chyba nawet ją pokochał. Rodzicom niestety nie podobało się imię kici- okazało się, że naprawdę była dziewczynką- więc postanowiliśmy jej je zmienić. Nasz pierwszy kot otrzymał imię SIMBA, ponieważ jest królem- jak z bajki "Król Lew"- chcieliśmy nazwać kotkę NARA- jako żonę Simbusia- ale nie za bardzo nam się podobało i zdaliśmy sobie sprawę, że koteczka zawsze będzie młodsza od naszego Króla i że raczej nadaje się na jego córkę. Córka Króla Lwa nazywa się KIRA wiec tak już zostało. Jesteśmy szczęśliwi mając dwa kotki. Simbę i Kirę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz