wtorek, 30 czerwca 2015

"Kałuża miłości"

Oto kolejny wiersz! Proszę o opinię!!!!!!!
 
<3 Kałuża miłości <3
Smutna idę po ulicy.
Ludzie dookoła,
wszyscy z parasolami.
Deszcz moczy je niemiłosiernie,
ale mnie nie przeszkadza,
że moknę jak one.
Dlaczego?
Ponieważ on stoi za rogiem,
bez parasola.
Nie moknie.
Jest inny niż reszta,
jak zwykle.
Idzie w moim kierunku.
Patrzę na moją rękę, a ona się rozmywa.
Kiedy jest już blisko mnie,
jakby topniała,
wyciągam drugą dłoń w jego stronę.
Jesteśmy już tak blisko,
a jednak się rozpływam.
Staję się kałużą, małą,
lecz on sprawia, że rosnę.
Łączę się z jego krwią.
Płaczę,
ale to kałuża naszej miłości.
<3

Jej!!!

Jej!!!!!!!!!! Tak się Cieszę, że "dobiliśmy" aż do 900 wejść na bloga!!!!!! Jestem naprawdę bardzo szczęśliwa! Uwielbiam Was! Bardzo dziękuję ludziom, którzy czytają, chwalą i polecają mojego bloga. To dzięki Wam mam siłę oraz chęci wpisywać kolejne rozdziały i inne posty na blogu. Jestem strasznie szczęśliwa, że w końcu nam się udało. Mam ochotę płakać ze szczęścia! To dla mnie bardzo (bardzo, bardzo, bardzo!!) ważne i sprawia mi to ogromną przyjemność, tylko proszę o komentarze!!! Oceniajcie mnie! "dobijmy" do 1000 wejść!? Naprawdę Wam bardzo dziękuję i wieżę, że nam się uda!

Jakieś pytania?

Znalezione obrazy dla zapytania emotikon znak zapytania     Tak! Organizuję akcję pt.: " Jakieś pytania?". Akcja dotyczy oczywiście korytarza. Czytelnicy mogą zadawać pytania związane z blogiem. " Co się będzie dalej działo w korytarzu?" na takie pytania niestety nie będę odpowiadać... I'm sorry. Mogę jednak odpowiadać na pytania tego typu " skąd pomysł na założenie bloga?" lub " Jak wpadłaś na pomysł związany z pisaniem książki?". Pytania można zadawać w komentarzach. Naprawdę ucieszę się jeżeli będzie ich sporo!!! Nie wstydźcie się ich pisać, bo każdy z nich wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Oczywiście nie toleruję komentarzy typu "obs za osb", ponieważ one są wstrętne. Pytania mogą być też kierowane ogólnie do bloga, do rysunków itd.. Prosiłabym również o polecanie bloga ( szczególnie tych co go czytają i im się podoba). Możecie też o coś poprosić w tej akcji, np.: o zmianę tła na blogu albo o zamieszczenie jakiś zdjęć ( ale bez przesady, nie zmienię tamatyki bloga oraz nie będę wstawiała jakiś " niewłaściwych " zdjęciówek, inną sprawą jest, że takowych nie posiadam). Oczywiście z chęcią posłucham też o pomysłach dotyczących książki! Niestety nie obiecuję, że je wykorzystam, ale może...
Proszę o pytania i dziękuję za wejście.
                                                                                                                             DomCia

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Wakacje!

Nareszcie wakacje! Cały rok czekaliśmy na te dwa miesiące, które są uważane za ulubione. Koniec z nauką, koniec z pracami, kartkówkami, sprawdzianami, odpytywaniem i zimnem!!! Wakacje, nadciągamy!!! Mam plany na te wakacje, oczywiście dotyczące korytarza. Będę częściej wpisywać nowe posty, chcę zrobić kilka sesji i je powstawiać na bloga oraz.... pisać coraz więcej!!!
Znalezione obrazy dla zapytania słońce

niedziela, 28 czerwca 2015

"Korytarz" Rozdział 15

         Jak co rano budzi nas pikanie. Madison się myje, ubieramy się, czeszemy, trochę rozmawiamy. Nasza kolej jest po śniadaniu. Zasiadamy do jedzenia, które już nam przyniosła Julie. Ostatnie dwa tygodnie właśnie tak wyglądały. Tylko ćwiczenia i rozmowy o dawnych miłościach. Nudy! Luis dawno się u nas nie zjawił. Pewnie miał mnóstwo pracy, nie mam mu tego za złe, ale trochę mi go brakowało.
Właściwie to bardzo...
         Witam na pierwszym, próbnym badaniu!- Obwieszcza Amanda na Placu Głównym.- Dziś zobaczycie po jakim mniej więcej terenie będziecie później biec. Dystans jest jeszcze nie ustalony, oraz trasa podlega korektom, więc dziś będziecie biec w troszkę innym miejscu. Zasady, które możemy wam już dziś przekazać to: po pierwsze: dziewczyny biegną oddzielnie od chłopaków. P drugie: kategorie wiekowe to: 10- 14 oraz 15- 17 lat. Po trzecie: w prawdziwym badaniu nie wszyscy go ukończą. W każdej kategorii biegnie was po około czterdzieści osób, ale nie skończy dziesiątka.
- Co z nimi będzie?!- Krzyczy dziewczyna stojąca niedaleko mnie. To chyba Jane. Na ostatnim jakaś dziewczyna właśnie tak ją nazwała.
- Tego się nie dowiecie. Chyba że...
Odeślą ich? Rozstrzelają?
- Lecz teraz to tylko próba. Wszyscy ukończycie eksperyment.
          Stoję w wyznaczonym miejscu. Sytuacja sprawiła, że nie wiem gdzie są teraz Angela i Madi. Niestety. Jestem już spocona, mimo, że jeszcze nie biegałam. To emocje. Blisko mnie stoi Jane. Czy dobrze biega? Może jestem lepsza... Po kolei każdej z nas czip zmienia kolor z czarnego na czerwony. Na ekranie przed nami pojawia się odliczanie. 10, 9, 8 to tylko próba! 7, 6, 5 nic mi się nie stanie. 4, 3, boje się!! Nic mi się nie stanie. 2, 1 Już zaraz!
0!
Start!
Zaczynamy biec. Nagle zauważam łokieć dążący w moim kierunku. Próbuję zrobić unik, ale jest już za późno. Czuje ukłucie! Ból przeszywa moje ciało. To Jane! Zrobiła to specjalnie. Na chwilę staję, lecz adrenalina sprawia, że znowu zrywam się do biegu. Oglądam się za siebie i widzę leżącą na ziemi dziewczynkę. Ona płacze. Szybko przebieram nogami, raz jedna raz druga. Mój oddech przyśpiesza. Ręka ocieram czoło, pocę się. Po kolei przeciwniczki. Czas płynie szybciej. Kolejny zakręt na horyzoncie.
Skręcam, wyprzedzam Jane. Warczy gdy mnie zauważa. Uśmiecham się. Jestem lepsza. Jakaś lepsza dziewczyna przede mną potyka się o wystający z ziemi korzeń. Przewraca się na twarz. Jane próbując mnie wyprzedzić depcze jej po dłoni.
Widzę coś!
To chyba meta. Biegnę, jestem coraz bliżej. To nie meta tylko...

poniedziałek, 22 czerwca 2015

"Korytarz" Rozdział 14

        Dzisiaj nie mam wielkiego kłopotu z zasypianiem. Myślę o Luisie, jak mnie dotyka. Tęsknię za rodzicami, ale na razie muszę skupić się na Biegach Śmierci. Jak one będą wyglądać? Odsuwam te myśli i pozwalam umysłowi odpocząć.
Zasypiam.
         Budzę się pełna zapału do ćwiczeń. Nie wiem dlaczego. Wykonujemy poranne czynności i schodzimy na dół ubrane w nasze stare ciuchy. Na dole On na nas czeka. Przy nim stoi ogromna torba. Po co?
- Mam nowe ubrania!- Obwieszcza. Tak! Na reszcie nowe ciuchy!
- Angela, ty masz jedenaście lat, więc będziesz nosiła pomarańczowe- mówi podając jej małą torebkę.- Madison, dla ciebie są niebieskie, bo masz trzynaście, a dla Kate fioletowe. Teraz musicie je nosić, bo wasz wiek jest bardzo ważny.
 Nareszcie mam czym zapełnić swoją skrzynkę przy łóżku. Cieszę się, że trafił mi się fioletowy kolor. Angela skacze z radości. Chyba lubi pomarańczowy... Albo ma dość brudnych ciuchów, które do tej pory musiałyśmy nosić.

niedziela, 21 czerwca 2015

"korytarz" Rozdział 13

     Jedzenie to kosmos! Naprawdę jest pyszne! Jeżeli będą nas tak karmić to poczuję się jak na wakacjach. Jedzenie naprawdę poprawia humor. Biorę ostatni kęs i popijam kompotem truskawkowym. Teraz deser. Już sobie wyobrażam jaki jest pyszny. Nakładam na łyżeczkę trochę lodów oraz kawałek truskawki. Wkładam przysmak do ust. Jeszcze nigdy nie jadłam czegoś podobnego! Angela kończy obiad i również zabiera się za jedzenie deseru. Zjada troszkę i krzyczy:
- Jakie to jest pyszne! Te lody!
Madi robi duże oczy i szybko kończy jedzenie dania głównego, by spróbować lodów. Wkładam kolejny kawałek do buzi i zamykam oczy.
- Naprawdę dobre!- Raduje się Madison próbując deseru.- Miałaś rację Angela.
- A ja mówiłam, że nie dobre?- Droczę się.
- Ty też miałaś racje.
    Słyszę pukanie. Dzień powoli dobiega końce, więc wiem co oznacza ten specyficzny hałas. Podchodzę do drzwi i je otwieram. Luis jest tak ślicznie ubrany!
- Pozwolisz, że Cię na chwilę porwę?
- Pozwolę- odpowiadam mu.- Dziewczyny, muszę się gdzieś iść, ale niedługo wrócę!
  Idziemy między budynkami, aż docieramy do małej polany. Stoi tam ławka, siadamy na niej.
- Sam ją tu przytargałem- chwali się Luis, a ja się uśmiecham.
Wkoło rośnie mnóstwo kolorowych kwiatów. Słońce kończy już powoli swoją podróż po niebie i zapadnie noc. Luis się do mnie przysuwa i łapie mnie za rękę. Sztywnieję, nie mogę się ruszyć. Fala gorąca znów po mnie przechodzi. Czułam się już tak kiedyś przy nim. On jest taki... Jego dłoń jest ciepła, ogrzewa moją. Zawsze mam zimne dłonie. Nie mogę wytrzymać i tak jak w starych filmach kładę mu głowę na ramieniu, pragnęłam tego od zawsze! Ciekawe ile ma lat...
- Ile masz lat?- Pytam.
- Ja... Czternaście.
Wygląda na piętnaście. Siedzimy i nic nie mówimy zapatrzeni w zachodzące słońce, wtuleni w siebie. Puszcza moją dłoń i wyjmuje dwa małe pudełka lodów z torby.
- Pomyślałem, że się przydadzą. Śmietankowe czy mango?
- A ty...
- Ja lubię oba, ale to nie ważne. Wybieraj.
- Mango- decyduję. Podaje mi pudełko i małą łyżeczkę. Otwieram opakowanie i zaczynam jeść. Te lody też są pyszne!
- Podobno już dzisiaj jadłaś lody...
jest trochę smutny, jakby mu było źle z tym, że nie trafił. Żałował, że nie wybrał ciasta tylko lody, które już jadłam.
- Ale te są lepsze- próbuję go pocieszyć.
- Dlaczego?
Bo są od Ciebie, bo jem je z Tobą.
- Nie kłam...
- Naprawdę! Kocham lody! w tych czasach zjeść dwie porcje w jeden dzień to przygoda!
Uśmiechamy się. Naprawdę kocham lody. Mam nadzieje, że już mu lepiej. Kiedy mnie obejmuje czuję jego mięśnie, jego ciepło. Czuję się bezpieczna.

piątek, 19 czerwca 2015

Wiersz "Podróż życia"

Ostatnio zakochałam się w pisaniu wierszy.
 Oto jeden z nich:
 
~ Podróż życia ~
      Rozpoczyna się podróż moja,
     końcem poprzedniej.
     Życie znowu we mnie wrze,
     rozpala ciało.
    Stawiam krok do przodu,
     jak największy.
    Gorąco rozżarzonych węgli pali stopy,
     cofam się.
    Idę w inną stronę,
     po  miękkich materacach.
    Ale każda podróż się kończy,
     nawet ta wspaniała,
     a jej końcem,
     rozpoczyna się następna.


środa, 10 czerwca 2015

"Nie igraj z przyszłością"

  Postanowiłam wpisać na bloga też kawałek innej opowieści...


~Nie igraj z przyszłością~
 
            W końcu mogę do niego podejść. Peter wyjmuje kartkę w kieszeni i mi ją podaje.
- Przyszłość nie zawsze jest taka, jakiej pragniemy, jakiej się spodziewamy. Kristino. Nie zawsze możemy ją zmienić. To ty zdecydujesz czy przeczytasz te informacje...
- Dobrze. Dziękuję Ci jeszcze raz- dziękuję mu i odchodzę. Nigdy długo nie rozmawiamy... Wsiadam do samochodu i spoglądam na kartkę. Okazuje się, że dostałam zdjęcie. Ono wystarczyło. Na zdjęciu jest ukazany grób. "Kristina i Drew Smith". Umrę? I Drew również? Dlaczego? Łza spływa mi po policzku. Co mam zrobić, by się uratować? Co mam zrobić, by uratować mojego męża? Drew... Włączam gaz. Kieruję się w stronę cmentarza. Biorę kartkę i wysiadam, kiedy jestem się już na miejscu. Zmierzam w stronę grobu moich rodziców. Z ziemi wystaje korzeń. Potykam się o niego. Czuję pieczenie. Spoglądam na obolałe miejsce, z łokcia lesi mi krew. Jej kolor jest taki soczysty. Nie przejmuję się bólem. Dobiegam do grobu. Jeszcze raz spoglądam na zdjęcie i odwracam kartkę. Z tyłu widnieje napis: "Zginęli w wypadku samochodowym 14.06.1950 roku. Kierowca jednego z samochodów biorących udział w wydarzeniu- Kristina Smith. Godzina śmierci- 15:16". To dzisiaj! Nie pozwolę, żeby Drew umarł! Co mam zrobić?! Kładę się na grobie i płaczę. "Mamo pomórz mi!". Słyszę jak ktoś do mnie podchodzi. Odwracam się i spoglądam na dziewczynkę.
- Co się stało?- Pyta.
- Nie ważne... Przepraszam która godzina?
- Jeżeli dobrze pamiętam, po 14:45, proszę pani. Czy mogę w czymś pomóc?
- Niestety nie...
Jeżeli w przyszłości jest zapisana śmierć , to znaczy, że ktoś będzie musiał umrzeć. Może to ja powinnam? Jeżeli nie, zostanę mordercą. Jeśli nie umrę zabiję mojego męża- osobę którą naprawdę kocham. Muszę umrzeć.
             Kristina popełnić samobójstwo wzięła udział w wypadku samochodowym równo o 15:16. Niestety, osobą, która również wzięła w nim udział był jej mąż- Drew. Oboje zginęli. Kierowcą jednego z samochodów była Kristina...

Poważny temat...

Nowość!

    Tak! Nareszcie obczaiłam, że można dodać taki "gadzet" do bloga! :-) Teraz można wybierać różne języki, które przetłumaczą treści na blogu!!!
    Jakiś już czas temu namalowałam obraz. Lubię malować takie niebo. Myślę, że stworzę całą taką serię. Ogólnie uwielbiam malować, rysować, szkicować itd... (dusza artysty) Oczywiście uwielbiam też pisać! Niedługo postaram się wpisać kolejny rozdział Korytarza, więc zapraszam! (~obraz wisi XD)

środa, 3 czerwca 2015

"Korytarz" Rozdział 12

   Otworzę!- Krzyczy Madison. Schodzi na dół. Długo nie wraca więc postanawiam do niej zejść. Angela jeszcze odpoczywa.
- Obiad- informuje Madi.
- Fajnie, jestem głodna.
Mam prawo być głodna. Zjadłam małe śniadanie wieki temu!
- Dzisiaj będzie lepsze jedzenie, bo na śniadanie prawie nic nie jadłyście. Radzę wam się nim nacieszyć- tłumaczy kobieta, która przyszła nam dać jedzenie. Ma wielki wózek z sześcioma talerzami. Czyli nie daje tylko nam posiłków. Na stole układa trzy talerze. Na każdym z nich leży wielki kawałek wołowiny, dwie duże łyżki ziemniaków, łyżka buraków z jabłkami i ogórek konserwowy.
- Będę wam zawsze przynosić posiłki. Dzisiaj, żebyście się mniej denerwowały mam dla was desery lodowe z owocami. O! Nie przedstawiłam się. Jestem Julie. A wy? Będę też wam przynosić i odbierać od was ubrania. 
W tym momencie schodzi Angela i nam przerywa.
- Ale super pachnie!- Stwierdza radośnie. Ja i Madison chichioczemy.
- Cieszę się, że Ci się podoba. Mam na imię Julie. Jeszcze wy mi się nie przedstawiłyście...
- To jest Kate- Madi wskazuje na mnie ręką.- To jest Angela, a je jestem Madison.
- Dobrze, zostawię was teraz same. Zjedzcie w spokoju, a ja przyjdę za około godzinkę.
Julie wychodzi, a my siadamy do stołu.

wtorek, 2 czerwca 2015

"Korytarz" Rozdział 11

      Wesz, mam dzisiaj wolny wieczór. Jak się orientuję to ty również, więc... Może byśmy gdzieś razem poszli?- Pyta mnie Luis.
- Było by fajnie- odpowiadam ciągle się uśmiechając.
- O! Bym zapomniał! Tu masz instrukcję dotyczącą kolorów czipa. Jak będą się zmieniały poczujesz lekkie wibracje.
- To super...
Luis zaczyna się śmiać. Ja też. Może mnie tym zaraża? Idę z Luisem! Gdzieś...
- To będzie randa?
- Może.
Idę na randkę z Luisem! Idę z nim na randkę! Schodzimy na dół, a on nas informuje, że mamy dzisiaj pobiegać na bieżniach. Odprowadzam go do drzwi.
- Przyjdę po Ciebie o siódmej- szepcze mi do ucha.
     Siedzimy w sypialni. Każda na swoim łóżku.
- Mój czip się nie świeci...- Zaczyna w końcu Madi patrząc na swoje ramie. Czip! No tak! Patrzę na zgniecioną kartkę w kieszeni.
*Instrukcja*
niebieski- iść do siłowni, ćwiczyć
zielony- iść do domu, to kolor wyjściowy, odpoczywać
biały- iść do łóżka, spać
czarny- Iść na Plac Główny
czerwony- bierze udział w badaniach
 
*czip zostanie aktywowany o 16:00
 
- Bo zostaną aktywowane o szesnastej- tłumaczę. Zegar... Siłownia!- Chodźmy sprawdzić godzinę w siłowni.
Wskazówki wskazują godzinę piętnastą czterdzieści siedem. Czyli już niedługo. Angela i Madison rozmawiają, a ja uczę się kolorów czipa na pamięć. Może to dziwne, ale wole być przygotowana na czerwony kolor. Jeszcze raz powtarzam w myślach wszystkie kolory i ich tłumaczenie. Umiem.
- Co ty tak cicho siedzisz?- Dopytuje Madi.
- Uczę się kolorów czipa na pamięć.
- To dobry pomysł!- Wtrąca Angela.
Coś mnie swędzi na ramieniu. Drapię się. Zaraz, zaraz!
- Dziewczyny działa!- Cieszę się. Spoglądam na ramię, mała kropeczka, kawałek mojej skóry świeci się na niebiesko!
- Ale dlaczego twój działa, a nasze nie? Zepsuły się? Jeśli tak, to wszystkie dobrze wiemy co to oznacza...- Denerwuje się Madison.
- No nie wiem...
To naprawdę dziwne. Nie rozumiem. Ale zaraz wszystko się wyjaśnia, bo ranie Madi również zaczyna świecić na niebiesko. Angela robi zawiedzioną minę.
- Pewnie włączają je po kolei- sugeruję aby ją uspokoić.
- Tak! Swędzi mnie! Jej!- Krzyczy Angela.
Najpierw tylko ja i Madison się śmiejemy, lecz zaraz trzęsiemy się ze śmiechu we trójkę. Uwielbiam te dziewczyny. Są świetne!
Niebieski oznacza, że mamy ćwiczyć, więc idziemy do siłowni. Duża taśma może pomieścić nas trzy. Na początku jest prosto. Wolnym truchtem biegniemy po sztucznej ulicy. Taśma trochę przyśpiesza, a ja staję się trochę zmęczona. Patrzę na Madi. Dziewczyna dyszy i widzę, że ma problemy z bieganiem. Będzie musiała dużo ćwiczyć, żeby jej nie odesłali. Ale... Gdzie oni będą nas odsyłać? Ciekawe. Angela radzi sobie świetnie. Jeszcze się nie zmęczyła i dobrze się bawi.
- Może zmieńmy teren?- Proponuję- Tak!
Patrzę jak Madison zbiega z bieżni. Potem z nią porozmawiam, dodam jej otuchy. Teraz wciskam guzik "kamienie". Spoglądam na taśmę. Układa się na kształt kamieni. Jest bardzo długa co pozwala na opcje "pod górę". Podobno kiedyś była tylko jedna opcja "płaski". Tu zainstalowano ich dużo "piasek"; "błoto"; "w dół"; "dołki"; "asfalt"; "kostka" i "w górę". Oczywiście można też wybierać prędkość. Ćwiczę, jestem już zmęczona. Patrzę na zegar, jest siedemnasta trzydzieści dwie. To znaczy, że obudziłyśmy się około dziesiątej. Czuję wibracje. To znaczy, że zmienia się kolor. Skrawek mojego ramienia świeci na zielono. Ale jesteśmy w domu! To znaczy, że mamy skończyć ćwiczyć?
- Zielony? Kate, co to znaczy?
- Na kartce było napisane, że mamy iść do domu...- Zamyślam się- Jest to też kolor wyjściowy... Wiem! Mamy odpoczywać.- Odpowiadam Madison. Jak odpoczęła, wróciła na bieżnie, lecz potem znowu zrezygnowała. Ja i Angela ćwiczyłyśmy przez cały czas. Naprawdę jestem zmęczona. Słyszę pukanie. O co chodzi?